fot. Sarah Louis Bennett

Warszawa weszła do metawersum, ale nie zapomniała o prawdziwym życiu. Byliśmy na koncercie Bastille [relacja]


23 listopada 2022

Obserwuj nas na instagramie:

Bastille powrócili do Polski po blisko czterech latach nieobecności. Jak wypadł koncert na warszawskim Towarze?

Przyszłość już tu jest

Od ich ostatniego koncertu w Polsce minęły prawie cztery lata. Bastille po raz ostatni zawitali nad Wisłę w lutym 2019 roku. Nasz kraj ominęła trasa z trzecim krążkiem Brytyjczyków – Doom Days. Wiadomo jednak, co działo się później. Echa pandemii i lockdownów słychać oraz widać do dziś. Zespół zdołał w zamknięciu napisać i stworzyć płytę Give Me The Future. Powstała masa nowych piosenek, których część ukazała się już na podstawowej wersji krążka w lutym bieżącego roku. Druga część trafiła na edycję deluxe, która debiutowała w sierpniu. Do ogrania była masa materiału, a nieobecność Bastille w Polsce podczas promocji Doom Days tylko spotęgował głód polskich fanów. Czy został on zaspokojony koncertem na Torwarze, który odbył się we wtorek, 22 listopada? Myślę, że tak. Chociaż dałoby się wcisnąć jeszcze deser. Ale od początku.

Doceniajmy supporty

Fanów na Torwarze przywitała najpierw Alice Merton, która wystąpiła ze swoim zespołem. Artyści zaprezentowali materiał z obu płyt autorki przebojowego No Roots, z nieznaczną przewagą kompozycji z drugiego krążka, który ukazał się pięć miesięcy temu. Nie da się ukryć, że piosenkarce ciężko będzie powtórzyć sukces jej przełomowego kawałka, który wprowadził ją na szczyty list przebojów. Na razie jej się to nie udało, a fani przywitali ją z początku nieco nieśmiało, lecz ciepło. W tłumie spokojnie dało się wyłapać skaczące głowy i ręce w górze, co oczywiście potęgowało się, gdy na Torwarze rozbrzmiewało Why So Serious?, Learn To Live czy wspomniane już No Roots. Chciałbym wierzyć w to, że dzięki temu występowi Alice Merton zyska w Polsce nieco większe grono fanów, bo widać było, że zgromadzeni pod sceną dobrze się bawią. Artystka ma już u nas całkiem pokaźnych rozmiarów – jak na jej format – grupę sympatyków jej twórczości. Ogromna więc szkoda, że występy w naszym kraju, które miała dać na początku listopada, zostały odwołane. Sytuacja, w jakiej świat znalazł się przez ostatnie dwa i pół roku, mocno wpłynęła na przemysł muzyczny. Najzwyczajniej w świecie nie opłaca się czasem grać koncertów, bo koszty transportu, produkcji i zakwaterowania są po prostu za duże. Wierzę jednak w to, że odbiór supportu zwrócił uwagę organizatorów, którzy postarają się już wkrótce ponownie ściągnąć do nas Alice Merton i jej zespół.

Alice Merton – Why So Serious?

Czy fani tracą zainteresowanie zespołem?

Bardzo martwiącym widokiem była frekwencja. Scena na Torwarze i tak była nieco wysunięta, ale gdyby całkowicie przenieść widzów z pustawych trybun na płytę, to nie wiem, czy udałoby się zapełnić przynajmniej 70% wyznaczonej powierzchni. Przyczyn może być wiele: od cen, przez organizację koncertu w środku tygodnia, po utratę zainteresowania Bastille przez starszych fanów (o tym będzie także nieco później). Było chyba jeszcze mniej ludzi niż w 2019 roku, kiedy scena była wysunięta praktycznie do połowy płyty. Może to nieco zakrzywiać obraz rzeczywistości, ale na poprzednim koncercie trybuny także były bardziej wypełnione. Warszawa pokazała jednak (jak zresztą zwykle udowadniając, że w Polsce są jedni z najlepszych fanów na świecie), że nie liczy się jedynie ilość, ale i jakość. Pod sceną było głośno już od samego początku, kiedy Bastille otworzyli koncert kawałkiem Stay Awake?. Setlistę zdominowały oczywiście utwory z płyty Give Me The Future + Dreams of the Past, ale nie zabrakło również klasyków Bastille. Już w pierwszej fazie koncertu zespół zaprezentował chociażby Things We Lost In The Fire, Oblivion czy Laurę Palmer.

Bastille zdecydowali się (nareszcie!) na parę zmian w aranżacjach starszych kawałków. Brytyjczycy dorzucili do nich nieco więcej futurystycznej elektroniki, aby wpasować je do całego konceptu i ery Give Me The Future. Może nie wszystkie dodatki przypadły mi do gustu, ale zmiany zdecydowanie były na plus. Tym bardziej że koncert miał formę sesji w wirtualnej rzeczywistości i co jakiś czas pojawiały się przerywniki oraz interludia informujące o rozpoczęciu innej symulacji czy też wspomnienia. Luźny scenariusz wypadł chyba nawet lepiej niż jakaś sztywna reżyseria. Każdemu utworowi towarzyszyły specjalnie przygotowane do niego animacje, a produkcja zadbała również o to, aby przy dłuższych przerwach między utworami pojawiał się napis informujący o ładowaniu się kolejnych doznań.

Bastille – Stay Awake?

Zespół popowy, ale z duszami rockmanów

A jak sprawdziła się na żywo nowa płyta? Zaraz po koncercie miałem mieszanie uczucia, ale po przespaniu się z tym uważam, że całkiem dobrze. Jest do czego poskakać i co pośpiewać, są też chwile na wzruszenia i oddech. Miałem obawy co do tego, że przeniesienie nowych kompozycji może nie wypalić, tak jak powinno, ale Bastille mają jednak zmysł do bardzo dobrych aranżacji. Całe zaplecze sprzętowe było zresztą odpowiednio poszerzone, co też pokazuje, że panowie ewoluują i szukają nowych rozwiązań.

Martwiąca dla fanów może być wokalna forma Dana Smitha, którego głos nie był w najlepszej dyspozycji. Zdarzały się momenty, kiedy słychać było, że jest on nieco „zajechany”. Braki te dobrze uzupełniali jednak pozostali członkowie Bastille oraz przede wszystkim wokalistka BIM, która śpiewała na płycie, a na trasie pełni funkcję chórzystki. Określenie to nie oddaje jednak wszystkiego, co robiła ona na scenie, gdyż często wraz z Danem Smithem bawiła się na froncie sceny. Chemia między tą dwójką naprawdę cieszyła, zwłaszcza w kontekście samego Dana, który nabrał sporo odwagi i śmiałości. Bardzo dużo rozmawiał z publicznością i co najważniejsze, czuł się wtedy pewnie. Miło było to widzieć.

Podobnie było z muzykiem, który koncertowo wspiera Bastille od paru ładnych lat. Chodzi tu o Charliego Barnesa. W artyście często budziła się iście rockowa dusza, kiedy wyskakiwał nagle z gitarą i szalał wraz ze Smithem oraz BIM. Barnes i Smith śpiewali nawet do jednego mikrofonu w trakcie WHAT YOU GONNA DO???, a Charlie wykonał również solowo mały fragment piosenki. Chemia między członkami Bastille jest absolutnie wspaniała i obserwowanie ich na scenie sprawia dużo radości.

Bastille – WHAT YOU GONNA DO??? feat. Graham Coxon

Kto wie, co przyniesie przyszłość

Ciekawą i godną odnotowania rzeczą niewątpliwie było to, że fani zgromadzeni pod sceną mieli stały dostęp do… nawodnienia. Obsługa regularnie donosiła z backstage’u kubeczki wypełnione wodą. Nie wiem, czyja była to inicjatywa – organizatora, Torwaru czy może managementu zespołu – ale ogromne wyrazy uznania za to posunięcie. Mam nadzieję, że wkrótce będzie to normą.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to pewnie byłaby to setlista i znikoma obecność w niej utworów z płyty Wild World (zaledwie jeden), ale w dużej mierze jest to kwestia gustu. Wcześniej wspomniałem o tym, że fani Bastille tracą zainteresowanie zespołem. Być może spowodowane jest to poprzednim krążkiem, który nie odniósł sukcesu komercyjnego, a panowie jakby stracili rozpęd. Być może powodem jest po prostu zmiana gatunkowa, większa ilość elektroniki. Zespół się zmienia, fani również, a nie pomogła także sama data i koncert w środku tygodnia. Wysnuję tezę, że zdecydowana większość fanów to ludzie, którzy poznali Bastille przy okazji pierwszej płyty i już z nimi zostali, a zespołowi ciężko jest przyciągnąć nowych odbiorców, co w perspektywie utraty zainteresowania, może odbić się negatywnie. Obym się mylił. Dan Smith rzucił z resztą ze sceny, że zespół wróci do Polski „very soon”. Być może będzie to jakiś festiwal, może koncert z okazji trasy na dziesięciolecie Bad Blood, ale równie dobrze może być to tylko standardowa formułka.

Bastille – Future Holds feat. BIM

Sprawdź także: Dan Smith, Bastille: „Możemy robić to, co chcemy” [wywiad]

Bastille powrócili do Polski po blisko czterech latach nieobecności. Jak wypadł koncert na warszawskim Towarze? Zobacz także Nowe seriale, na które warto czekać w 2024 roku Hania Rani zagrała Tiny Desk Concert w ramach prestiżowej serii NPR „Pies i Suka”, czyli Ralph Kaminski i Mery Spolsky połączeni w remiksie Przyszłość już tu jest Od ich […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →