Anna Jurksztowicz: Artyści umierają także w przenośni i nikt nie pyta dlaczego


27 sierpnia 2020

Podziel się newsem:

Już w ten weekend Anna Jurksztowicz wystąpi na Opole Songwriters Festival. Na chwilę przed tym wydarzeniem i premierą swojej najnowszej płyty, artystka opowiedziała nam o tym, co czuje i myśli o współczesnej polskiej muzyce, dawnych idolkach i o tym, czy Beyoncé ma szansę dorównać Elli Fitzgerald.

Anna Jurksztowicz i Sean Nicholas Savage na jednej scenie

W nadchodzący weekend będzie dzielić scenę z takimi artystami jak Tomek Makowiecki, Enchanted Hunters czy Sean Nicholas Savage. Jej obecność w takim gronie nie powinna nikogo zdziwić. Anna Jurksztowicz i jej twórczość to nieskończone źródło inspiracji dla wielu muzyków. Sama artystka nie zamierza jednak spoczywać na laurach.

Anna Jurksztowicz
Anna Jurksztowicz

Jej najnowsza płyta Jestem Taka Sama (premiera 4 września) to dowód na to, że wciąż poszukuje świeżych inspiracji i obserwuje trendy, łącząc je z doświadczeniem i długoletnimi fascynacjami. Z jednej strony Aretha Franklin i Ella Fitzgerald, z drugiej Taylor Swift i Lana Del Ray. Jazz, soul, blues, muzyka poetycka, blue grass, pop… W twórczości Jurksztowicz spotyka się mnóstwo stylistyk, przez co charakter jej muzyki jest ponadczasowy. Nawet wracając do utworów z przełomu lat 80. i 90., ma się wrażenie, że równie dobrze odnalazłyby się dziś. A kto wie, czy nie miałyby większego wzięcia…

Anna Jurksztowicz. Aretha Franklin, Joni Mitchel, Ella Fitzgerald i… Taylor Swift

W rozmowie Anna Jurksztowicz udowadnia, że przepis na długie lata udanej kariery tkwi nie w tworzeniu, a w… słuchaniu. Siebie i innych. Mając na koncie 35 lat (!) scenicznego doświadczenia, bez trudu wymienia wśród inspiracji – obok wieloletnich idolek jak Aretha Franklin czy Joni Mitchel – Taylor Swift czy Lanę Del Rey. Już dziś można być pewnym, że otrzymamy od Jurksztowicz jeszcze mnóstwo interesującej muzyki. A kto wie, może nie tylko od niej? Sama artystka nie zamyka się w hermetycznym świecie własnej twórczości i jest otwarta na współpracę z kimś z zupełnie innego bieguna.

Anna Jurksztowicz – wywiad

O tym, co czuje i myśli o współczesnej polskiej scenie, dawnych idolkach i o tym, czy Beyoncé ma szansę dorównać Elli Fitzgerald. O tym, kto mógłby powtórzyć sukces Zbigniewa Wodeckiego i Mitch & Mitch, a także jaką rolę w duchowości odgrywa muzyka. Zapraszamy do lektury.

Anna Jurksztowicz
Anna Jurksztowicz

Hubert Grupa: Na czym upływają Pani ostatnie miesiące? Na pracy czy odpoczynku? Czyżby kolejna książka pisana na smartfonie? A może coś innego?

Anna Jurksztowicz: Wydałam nową płytę, a to oznacza szereg, a nawet cały łańcuch czynności, a w konsekwencji wiele miesięcy pracy, zanim małe pudełeczko z krążkiem dotrze do sklepów lub w formie plików do serwisów cyfrowych. Najpierw się pisze piosenki, potem się je śpiewa i ustala charakter, tonację i konkretną aranżację. Następnie się robi próby z muzykami i nagrywa materiał w studiu. Potem miesiąc edycji i miksów. Następnie sesja zdjęciowa i projektowanie okładek płyty oraz singli, kręcenie teledysków, a jak już wszystko mamy gotowe to rozpoczyna się ostatni etap pracy – promocja, a wiec wywiady, festiwale, gdzie można płytę zaprezentować. Obecnie jestem na ostatnim etapie tego procesu, który opisałam.

Anna Jurksztowicz. Roztropne decyzje

Hubert Grupa: O ile przekopując się przez skarbiec polskiej piosenki lat 60., 70. i 80. znajduję w nim mnóstwo ponadczasowych perełek, utworów, które nawet po latach są w stanie skraść serce, o tyle coraz mniej miewam podobne odczucia względem współczesnych kompozycji i ich autorów.

Anna Jurksztowicz: Teraz modny jest songwriting – każdy wykonawca sam sobie pisze utwory a jak wiadomo nie każdy jest Przyborą, Młynarskim, Skubikowskim czy Romualdem Lipko. Kiedy ja zaczynałam, nie byłam taka odważna żeby śpiewać własne utwory – zaczerpnęłam z twórczości innych, wybitnych twórców i pozwoliłam im na to, aby dla mnie napisali piosenki. Dzięki tej roztropnej decyzji (a miała wówczas 20 lat) mam dzisiaj taki wspaniały i ponadczasowy repertuar.

Anna Jurksztowicz. Kto jest winny kiepskiej muzyki?

Hubert Grupa: Na palcach jednej ręki wymieniłbym tych, o których mogę śmiało powiedzieć, że należą – w moim skromnym mniemaniu – do grona poruszających mnie tekściarzy lub tekściarek. Czy ma Pani podobne odczucia? Wszak w jednym z wywiadów powiedziała Pani o współczesnej muzyce, że jest mało oryginalna, zanadto uproszczona, bez przekazu i bez celu”. Czyja to wina? Artystów, stojących za nimi producentów, a może odbiorców, którzy masowo taką muzykę konsumują?

Anna Jurksztowicz: Wszystkich po trochu. Artyści, którzy nie są oryginalni, powinni sobie zdawać z tego sprawę i darować pisanie dla siebie kiepskich piosenek. Z kolei producenci nie powinni kierować się tylko chęcią zysku i produkować muzykę, bo często to, co robią, to nie jest muzyka tylko „produkcja”. Do odbiorców mam najmniej pretensji, bo ich gust jest kształtowany głównie przez radio, a ono się podlizuje.

Najważniejsza dla radia jest rentowność i słuchalność w celu zdobycia reklamodawców. A ludzie, którzy pragną dobrej, wysokiej jakości muzyki, wartościowej piosenki, oni naprawdę istnieją. Wiem o tym, bo przychodzą moje koncerty i mówią: “dziękujemy Pani za ten poziom”.

Anna Jurksztowicz. Fachowcy od piosenek

Hubert Grupa: Nawiązując do poprzedniego pytania – wystarczy spojrzeć na przykład Zbigniewa Wodeckiego. Jego debiutancka płyta, przypomniana 40 lat po premierze za sprawą współpracy z Mitch & Mitch, otrzymała drugie życie. Jednak to, co było w tym przedsięwzięciu najbardziej niezwykłe to to, że teksty pochodzących z niej piosenek, nadal poruszały pomimo upływu lat. Na dodatek poruszały już zupełnie inne pokolenie.

Anna Jurksztowicz: Jak napisze je fachowiec to zawsze będzie ponadczasowe, świeże i aktualnie.

Hubert Grupa: Pamiętam pierwszy koncert Zbigniewa Wodeckiego z Mitch & Mitch na OFF Festivalu. Pamiętam niesamowity wachlarz emocji malujący się na twarzach ludzi, którzy przyszli na świat 10 czy 20 lat później od chwili powstania tych piosenek.

Zastanawiam się czyja twórczość – Pani zdaniem – zasługuje na podobne docenienie i odświeżenie po latach? Sam mam kilka kandydatur. Może Krystyna Prońko?

Anna Jurksztowicz: Tak, Krystyna ma piękne piosenki. Bardzo lubiłam też Andrzeja Zauchę. Był bardzo fajnym kompanem i wzajemnie bardzo lubiliśmy swój repertuar. Kiedy widywaliśmy się w Opolu, Andrzej zawsze zostawał na mojej próbie i vice versa. Byliśmy ciekawi nowych brzmień w naszych piosenkach. Chodził za mną i powtarzał „ale ta Muszelka to jest piękny numer”.

Ja oprócz dobrego popu lubię też piosenkę poetycką. Wychowałam się na zespołach Wolna Grupa Bukowina i Nasza Basia Kochana. Jak kiedyś młode pokolenie ich odkryje, to będą mieli co śpiewać nie tylko przy ognisku.

Anna Jurksztowicz. Życie piosenek i producent-marzenie

Hubert Grupa: Wyobraźmy sobie, że to do Pani przychodzą młodzi producenci. Chcą, wspólnie z Panią, wziąć na warsztat Pani wczesną twórczość. Zreinterpretować ją, zaaranżować na nowo. Zgodziłaby się Pani?

Anna Jurksztowicz: Oczywiście. Piosenki są po to, by żyły swoim życiem, by je śpiewać i grać w radiu.

Hubert Grupa: A może jest ktoś, spośród współczesnych twórców, o którym myśli Pani, że byłby idealnym kandydatem do współpracy? Ktoś taki, na kogo propozycję połączenia sił, zgodziłaby się Pani bez namysłu? Patrząc choćby na skład tegorocznego Opole Songwriters Festival to myślę sobie, że Pani współpraca np. z Tomkiem Makowieckim i Danielem Bloomem, mogłaby przynieść interesujące efekty…

Anna Jurksztowicz: Możliwe. Jestem zawsze bardzo ciekawa nowych projektów, a muzyka może być tylko dobra albo zła. Jeśli nie poczuję czegoś na początku, jeśli nie znajdę przekazu, który mogę zanieść publiczności, wtedy odmawiam współpracy. Mówię uczciwie, że ja się do tej czy do tamtej produkcji nie nadaję. Ale nad najnowszą płytą pracowałam z Krzysztofem Napiórkowskim. Jego własne nagrania od lat towarzyszyły mi w aucie podczas tras po Polsce. Krzysiek ma wszystko. Pięknie pisze muzykę, teksty, produkuje, gra na fortepianie i gitarze. Zna się na reżyserii dźwięku i jeszcze sam śpiewa a jego wokal jest mi balsamem na serce. Taki producent to jest marzenie.

Anna Jurksztowicz. Fitzgerald, Madonna i Swift

Hubert Grupa: Wśród ulubionych artystek wymienia Pani Arethę Franklin i Joni Mitchel. Czy na współczesnej, światowej scenie jest choćby jedna postać, o której, po latach, będziemy mówić w podobnym, pełnym uznania tonie? A może współczesne czasy nie sprzyjają długoletnim karierom? O Arethcie Franklin mówiono “Królowa Soulu”, gdy miała zaledwie 25 lat, i pozostało tak aż do końca jej kariery i życia. Trudno mi sobie wyobrazić, by podobny los spotkał, np. Beyoncé. Wystarczy spojrzeć choćby na Madonnę i to, w jak coraz mniejszym stopniu przypomina artystkę jaką była choćby w latach 90…

Anna Jurksztowicz: Madonna teraz wychowuje adoptowane dzieci, obserwuję jej profil na Instagramie. Wydaje się że ona nie robi już muzyki. Beyoncé jest zbyt komercyjna, to po prostu znakomita piosenkarka. Może obudzi się w niej chęć dorównania do osiągnieć Arethy Franklin lub chociażby Elli Fitzgerald. Ciekawa jestem co wyrośnie Taylor Swift czy Lany Del Rey. Ich pierwsze płyty są znakomite, zobaczymy na jak długo starczy im talentu i ochoty na zajmowanie się piosenką. Lubię też blue grass i uważam że w tym nurcie jest masa wspaniałych pieśniarzy.

Anna Jurksztowicz. 300 koncertów i wódka z colą

Hubert Grupa: Żyjemy w dobie nieustającego biegu, gdzie artyści pojawiają się i znikają, przez chwilę błyszczą i są na szczycie świata, a za moment gasną i nikt o nich nie pamięta, bo pojawiają się kolejni i kolejni…

Anna Jurksztowicz: Takie jest życie. Czasem żartuję, że nie warto nawet nic robić dla potomności, bo jak na Słońcu wypali się cały wodór (za jakiś miliard lat), na Ziemi nie będzie już warunków do życia. Wszystko spłonie.

Wielu artystów nie wytrzymuje presji eksploatacji ich karier przez firmy płytowe i umierają w bardzo młodym wieku. Czasem umierają w przenośni, a często dosłownie. Proszę sprawdzić ilu wybitnych artystów odeszło w wieku 27 lat, jak Hendricks, Joplin, Winehouse. Popadają w nałogi, a nikt nie docieka dlaczego. A wystarczy sobie wyobrazić, że ktoś z nich boi się latać samolotem, a musi zagrać 300 koncertów rocznie. Najpierw pije wódkę z colą żeby zagłuszyć lęk. Potem, jak to przestaje działać, sięga po coś mocniejszego.

Anna Jurksztowicz. Muzyka, oddech i szczęście

Hubert Grupa: Wiele uwagi poświęca Pani duchowości i temu, że muzyka powinna nas poruszać. Jest Pani nauczycielką jogi, praktykuje Pani medytację, interesuje się Pani kulturą Wschodu. Myślę, że aby poczuć się nasyconym słuchając muzyki, należy robić to w określonych okolicznościach – w odpowiednim miejscu, czasie i nastroju. Jakie są warunki obcowania z muzyką są dla Pani idealne?

Anna Jurksztowicz: Człowiek się składa z ciała, umysłu i duszy. Wszystkie te trzy rzeczy oddzielnie nie mają sensu. W duchowości muzyka odgrywa ogromną rolę, ale powód jest prosty. Jak sobie pośpiewamy, od razu czujemy się lepiej, a to za sprawą oddychania. Po prostu śpiewając oddychamy lepiej i głębiej niż mówiąc i nasz organizm zaczyna wytwarzać hormony szczęścia. Ot, cała tajemnica.

Nie lubię zbyt wielkich sal. Nie lubię stadionów. Uwielbiam śpiewać w teatrach i kameralnych salach. Zawsze dbam o podstawowe warunki sceniczne takie jak odpowiednie światło, nagłośnienie, scenografia. Dobrze przygotowany program z najlepszymi muzykami. Te wszystkie narzędzia mają ogromny wpływ na budowanie nastroju i pozostawiają słuchacza (a także nas) w przekonaniu, że uniósł się na wyższy poziom istnienia.

Anna Jurksztowicz. Naczynia połączone

Hubert Grupa: Pytam o to nie bez powodu. Jak pokazują badania, serwisy, za pomocą których współcześnie odtwarzana jest muzyka, notują spadki w czasie pandemii. Jako wytłumaczenie podaje się, że dziś słuchamy muzyki głównie w pracy lub w drodze z niej lub do niej, nie zaś w domowym zaciszu…

Anna Jurksztowicz: Serwisy, radio i inne media są dobre tylko abyśmy nabrali wiedzy o tym, co w trawie piszczy, jakie są nowości i by umilały nam drogę do pracy.

Najważniejsze są koncerty na żywo. Artyści i publiczność to naczynia połączone i mam nadzieję że nigdy, przenigdy nie zostanie nam odebrana możliwość muzykowania na żywo.

Anna Jurksztowicz na Opole Songwriters Festival 2020

Już w ten weekend artystka wystąpi w ramach Opole Songwriters Festival 2020. Co istotne, Jurksztowicz wykona repretuar z płyty Dziękuję, Nie Tańczę. Oprócz niej na scenie zameldują się:

Sean Nicholas Savage I Makowiecki / Bloom
Enchanted Hunters I Komety
Jennifer Touch I Jungstotter I AIKO
Bad Hammer I Kurkiewicz
Artur Rojek DJ Set I Brożek

Opole Songwriters Festival
Opole Songwriters Festival


Już w ten weekend Anna Jurksztowicz wystąpi na Opole Songwriters Festival. Na chwilę przed tym wydarzeniem i premierą swojej najnowszej płyty, artystka opowiedziała nam o tym, co czuje i myśli o współczesnej polskiej muzyce, dawnych idolkach i o tym, czy Beyoncé ma szansę dorównać Elli Fitzgerald. Zobacz także Jeffrey Dahmer: 5 piosenek, w których wspomniano […]


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →