10 złych sequeli i remake’ów. Czy dołączą do nich nowe Ghostbusters?

Tomasz Skowyra
05 lipca 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Repertuary kin przypominają ostatnio ramówkę Polsatu. Do kin po niemal 30 latach od poprzedniej części trafił własnie film Ghostbusters. Pogromcy duchów, który już przed premierą wzbudził duże, głównie negatywne emocje. Z tej okazji przypominamy wybitnie nieudane sequele i remaki.

Zwiastun nowej części Ghostbusters stał się ponoć najbardziej „nielubianą” zapowiedzią filmową w historii YouTube, o czym świadczy stosunek „polubień” do „niepolubień”. To, czy taki odbiór trailera przełożył się na jakość filmu, można już sprawdzić w kinach. Ale skoro wygląda to niezbyt ciekawie, przypomnijmy sobie takie przypadki filmów-powrotów, najczęściej po dość sporym czasie, które okazywały się klęskami. Wybór nie był łatwy, ale oto niechlubna dziesiątka.

 

Batman i Robin

Gdybym miał skomentować Batmana i Robina jednym zdaniem, to brzmiałoby ono: Co za dużo, to niezdrowo, oczywiście napisane caps lockiem. Bo niestety to, co Joel Schumacher zrobił z kolejną częścią przygód Mrocznego Rycerza (znów przydałby się caps), wygląda na stworzoną z premedytacją parodię.

 

Egzorcysta 2

Dla wielu wielbicieli horroru Egzorcysta Williama Friedkina to największe osiągnięcie całego gatunku. Szkoda, że sequel to zupełnie inna sprawa. Zamiast wszechobecnego strachu wynikającego z pełnej napięcia fabuły wieje tu nudą, a kolejne pomysły scenarzystów sprawiają, że widz ma ochotę się roześmiać. A to chyba nie świadczy zbyt dobrze o horrorze.

 

Hobbit: Niezwykła podróż

Ekranizacja Hobbita była spełnieniem marzeń wielu czytelników prozy Tolkiena. Jednak nie wszyscy zachwycili się dziełem Petera Jacksona i dotyczy to również tych, którzy z wypiekami na twarzy oglądali trylogię Władcy Pierścieni. Można to zrozumieć: ciągnącej się, usypiającej akcji filmu nie uratował odmalowany za pomocą efektów specjalnych, tolkienowski świat. A kolejny podział na trylogię to już zabieg czystko marketingowy i to niestety da się wyczuć już w pierwszej części.

 

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Po niemal dwudziestu latach fani Indiana Jonesa otrzymali kolejną przygodę, w której archeolog grany przez Harrisona Forda znowu musi uratować świat. Problem w tym, że nieudane efekty specjalne, nudna fabuła z równie nudnymi bohaterami oraz klasyczna już dziś scena z lodówką świadczą o bolesnej porażce tego comebacku. Zresztą było widać, że Indiana Jones jest już za stary na takie akcje.

 

Matrix Rewolucje

Matrix w szybkim czasie stał się obrazem kultowym i tylko kwestią czasu wydawały się kolejne części. Tak też się stało, ale niestety oryginalnych pomysłów wystarczyło tylko na pierwszą z nich. Rewolucje ciągną się niemiłosiernie, a z fabuły w pamięci pozostały tylko efektowne sceny walk. No i w Rewolucjach nic się nie zmieniło, a nawet było jeszcze gorzej.

 

Nagi Instynkt 2

Thriller erotyczny z duetem Sharon Stone i Michael Douglas na stałe zadomowił się w popkulturze i stał się niejako symbolem lat dziewięćdziesiątych. Natomiast kontynuacja budzi jedynie politowanie, bo nie tylko nie posiada napięcia, jakie było obecne w poprzedniej części, ale Nagi Instynkt 2 jest po prostu do bólu drętwy i nijaki oraz bardziej przypomina karykaturę niż rzetelny sequel. Dlatego rozpoczynanie dłuższej dyskusji nad filmem nieco mija się z celem.

 

Oldboy

Co dzieje się, jeśli jakaś w pełni oryginalna produkcja spoza Stanów zdobywa rozgłos na świecie? Oczywiście Amerykanie tworzą remake, który zwykle nie dorównuje wersji pierwotnej w żaden sposób. Oldboy Spike’a Lee nawet nie miał takich ambicji: to zwyczajny, zamerykanizowany gniot wyczyszczony z wszelkich niuansów, które świadczyły o charakterze dzieła Chan-wook Parka. Tak w USA wygląda zemsta.

 

Pamięć Absolutna

Film Paula Verhoevena naprawdę dał się lubić, ponieważ posiadał jakiś własny, przyciągający uwagę rys. Wersja z Colinem Farrellem w roli głównej już tego nie posiada: tu odtwórczość razi i odrzuca, a całość wygląda jak zlepek kinowych hitów w konwencji sci-fi z ostatnich kilku lat. Ponadto przewidywalność i mimo wszystko oklepana fabuła sprawiają, że o filmie Lena Wisemana raczej nie chce się pamiętać.

 

Psychol

Trzeba mieć naprawdę dobry powód, aby bezpośrednio mierzyć się z arcydziełami kinematografii. Wydaje się, że Gus Van Sant najwyraźniej takiego powodu nie miał, gdy tworzył swój remake Psychozy. Ogołocona z napięcia kalka z kilkoma niepotrzebnymi dodatkami, nijak ma się do porażającego oryginału Hitchcocka. A jakiś czas po premierze Van Sant miał zamiar nakręcić jeszcze jedną wersję Psychozy. Na szczęście na zamiarze się skończyło.

 

Ryś

Dopisanie kolejnego rozdziału do Misia, i to po ponad trzydziestoletniej przerwie, zwyczajnie nie mogło się dobrze skończyć. Właściwie trudno wskazać tu jakieś pozytywne strony, bo zarówno fabuła jak i dialogi, które były przecież potężnym atutem Misia, okazują się żartem. Niestety dość smutnym, bo w Rysiu naprawdę nie ma się z czego śmiać.

Podoba Ci się ten artykuł? Polub Rytmy.pl na Facebooku

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: