10 złych sequeli i remake’ów. Czy dołączą do nich nowe Ghostbusters?


05 lipca 2016

Podziel się newsem:

Repertuary kin przypominają ostatnio ramówkę Polsatu. Do kin po niemal 30 latach od poprzedniej części trafił własnie film Ghostbusters. Pogromcy duchów, który już przed premierą wzbudził duże, głównie negatywne emocje. Z tej okazji przypominamy wybitnie nieudane sequele i remaki.

Zwiastun nowej części Ghostbusters stał się ponoć najbardziej “nielubianą” zapowiedzią filmową w historii YouTube, o czym świadczy stosunek “polubień” do “niepolubień”. To, czy taki odbiór trailera przełożył się na jakość filmu, można już sprawdzić w kinach. Ale skoro wygląda to niezbyt ciekawie, przypomnijmy sobie takie przypadki filmów-powrotów, najczęściej po dość sporym czasie, które okazywały się klęskami. Wybór nie był łatwy, ale oto niechlubna dziesiątka.

 

Batman i Robin

Gdybym miał skomentować Batmana i Robina jednym zdaniem, to brzmiałoby ono: Co za dużo, to niezdrowo, oczywiście napisane caps lockiem. Bo niestety to, co Joel Schumacher zrobił z kolejną częścią przygód Mrocznego Rycerza (znów przydałby się caps), wygląda na stworzoną z premedytacją parodię.

 

Egzorcysta 2

Dla wielu wielbicieli horroru Egzorcysta Williama Friedkina to największe osiągnięcie całego gatunku. Szkoda, że sequel to zupełnie inna sprawa. Zamiast wszechobecnego strachu wynikającego z pełnej napięcia fabuły wieje tu nudą, a kolejne pomysły scenarzystów sprawiają, że widz ma ochotę się roześmiać. A to chyba nie świadczy zbyt dobrze o horrorze.

 

Hobbit: Niezwykła podróż

Ekranizacja Hobbita była spełnieniem marzeń wielu czytelników prozy Tolkiena. Jednak nie wszyscy zachwycili się dziełem Petera Jacksona i dotyczy to również tych, którzy z wypiekami na twarzy oglądali trylogię Władcy Pierścieni. Można to zrozumieć: ciągnącej się, usypiającej akcji filmu nie uratował odmalowany za pomocą efektów specjalnych, tolkienowski świat. A kolejny podział na trylogię to już zabieg czystko marketingowy i to niestety da się wyczuć już w pierwszej części.

 

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Po niemal dwudziestu latach fani Indiana Jonesa otrzymali kolejną przygodę, w której archeolog grany przez Harrisona Forda znowu musi uratować świat. Problem w tym, że nieudane efekty specjalne, nudna fabuła z równie nudnymi bohaterami oraz klasyczna już dziś scena z lodówką świadczą o bolesnej porażce tego comebacku. Zresztą było widać, że Indiana Jones jest już za stary na takie akcje.

 

Matrix Rewolucje

Matrix w szybkim czasie stał się obrazem kultowym i tylko kwestią czasu wydawały się kolejne części. Tak też się stało, ale niestety oryginalnych pomysłów wystarczyło tylko na pierwszą z nich. Rewolucje ciągną się niemiłosiernie, a z fabuły w pamięci pozostały tylko efektowne sceny walk. No i w Rewolucjach nic się nie zmieniło, a nawet było jeszcze gorzej.

 

Nagi Instynkt 2

Thriller erotyczny z duetem Sharon Stone i Michael Douglas na stałe zadomowił się w popkulturze i stał się niejako symbolem lat dziewięćdziesiątych. Natomiast kontynuacja budzi jedynie politowanie, bo nie tylko nie posiada napięcia, jakie było obecne w poprzedniej części, ale Nagi Instynkt 2 jest po prostu do bólu drętwy i nijaki oraz bardziej przypomina karykaturę niż rzetelny sequel. Dlatego rozpoczynanie dłuższej dyskusji nad filmem nieco mija się z celem.

 

Oldboy

Co dzieje się, jeśli jakaś w pełni oryginalna produkcja spoza Stanów zdobywa rozgłos na świecie? Oczywiście Amerykanie tworzą remake, który zwykle nie dorównuje wersji pierwotnej w żaden sposób. Oldboy Spike’a Lee nawet nie miał takich ambicji: to zwyczajny, zamerykanizowany gniot wyczyszczony z wszelkich niuansów, które świadczyły o charakterze dzieła Chan-wook Parka. Tak w USA wygląda zemsta.

 

Pamięć Absolutna

Film Paula Verhoevena naprawdę dał się lubić, ponieważ posiadał jakiś własny, przyciągający uwagę rys. Wersja z Colinem Farrellem w roli głównej już tego nie posiada: tu odtwórczość razi i odrzuca, a całość wygląda jak zlepek kinowych hitów w konwencji sci-fi z ostatnich kilku lat. Ponadto przewidywalność i mimo wszystko oklepana fabuła sprawiają, że o filmie Lena Wisemana raczej nie chce się pamiętać.

 

Psychol

Trzeba mieć naprawdę dobry powód, aby bezpośrednio mierzyć się z arcydziełami kinematografii. Wydaje się, że Gus Van Sant najwyraźniej takiego powodu nie miał, gdy tworzył swój remake Psychozy. Ogołocona z napięcia kalka z kilkoma niepotrzebnymi dodatkami, nijak ma się do porażającego oryginału Hitchcocka. A jakiś czas po premierze Van Sant miał zamiar nakręcić jeszcze jedną wersję Psychozy. Na szczęście na zamiarze się skończyło.

 

Ryś

Dopisanie kolejnego rozdziału do Misia, i to po ponad trzydziestoletniej przerwie, zwyczajnie nie mogło się dobrze skończyć. Właściwie trudno wskazać tu jakieś pozytywne strony, bo zarówno fabuła jak i dialogi, które były przecież potężnym atutem Misia, okazują się żartem. Niestety dość smutnym, bo w Rysiu naprawdę nie ma się z czego śmiać.

Podoba Ci się ten artykuł? Polub Rytmy.pl na Facebooku

Repertuary kin przypominają ostatnio ramówkę Polsatu. Do kin po niemal 30 latach od poprzedniej części trafił własnie film Ghostbusters. Pogromcy duchów, który już przed premierą wzbudził duże, głównie negatywne emocje. Z tej okazji przypominamy wybitnie nieudane sequele i remaki. Zwiastun nowej części Ghostbusters stał się ponoć najbardziej “nielubianą” zapowiedzią filmową w historii YouTube, o czym […]


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →