Zabawki dla dużych chłopców. RecenzjaSnake Eyes: Geneza G.I. Joe”


26 lipca 2021

Podziel się newsem:

Odcinanie kuponów od wszystkich możliwych symboli popkultury trwa w najlepsze. Liderami w tej dziedzinie na pewno jest producent klocków Lego i oczywiście studio wydawnictwa Marvel. Niestety w ostatnich latach “typowe kino akcji” tak bardzo się rozwinęło, że nie wystarczą już salta i efekty specjalne, żeby zachwycić fanów takich produkcji. Twórcy Snake Eyes: Geneza G.I. Joe nie odrobili zadania domowego.

“Yo, Joe!” Z taśmy produkcyjnej na taśmę filmową

G.I. Joe to seria popularnych zabawek, która została zapoczątkowana w latach 60.przez firmę Hasbro. Ten sam producent dał nam również słynne Transformersy zanim te trafiły do kreskówek i komiksów. Seria reklamowana sloganem „True American Hero” dzieli się na dwie kolekcje. Mamy do dyspozycji figurki z grupy Joe, które są oczywistym nawiązaniem do armii amerykańskiej i są protagonistami w naszej historii. Po drugiej stronie barykady stoi natomiast Cobra – terrorystyczna organizacja będąca czarnymi charakterami tej zabawkowej układanki. W latach 90. zabawki firmy z Rhode Island trafiły również na polski rynek. Choć polscy rodzice mieli problem z odróżnieniem podróbek od oryginałów, to licencjonowane produkty znalazły się w wielu dobrych sklepów z zabawkami. Dzisiaj figurki G.I. Joe to tylko sentyment i nierozpakowane pudełka na półkach kolekcjonerów. Niestety sam sentyment mojego pokolenia nie wystarczy, aby nowa produkcja filmowa ze stajni Hasbro obroniła się na dużym ekranie.

Przeczytaj: Czarna Wdowa” – film, którego potrzebowaliśmy wcześniej. Recenzja

Recenzja Snake Eyes: Geneza G.I. Joe

Jak Winter Soldier. Błędy Snake Eyes: Geneza G.I. Joe

Zanim figurki zostały ożywione na srebrnym ekranie, najpierw trafiły do serialu animowanego, ale potem też do komiksów. Powieści obrazkowe z amerykańskimi bohaterami publikowało obecnie najbardziej znane wydawnictwo, czyli Marvel Comics. Marvel od czasów wydawania zeszytów o przygodach zabawek firmy Hasbro rozwinął się tak mocno, że właściwie najmłodszym kojarzy się wyłącznie z filmami, a nawet grami – dużo mniej natomiast z komiksami. I ten marvelowski sznyt bardzo mocno wybija się z nowego filmu Roberta Schwentke. Reżyser romansował już wcześniej z materiałem na podstawie powieści obrazkowych, ale nie były to blockbustery ani kino, które zostało na dłużej w naszej pamięci. Nowy film G.I. Joe chce być jak Winter Soldier, który w moim mniemaniu jest najlepszą produkcją w uniwersum Marvel Studios. Są momenty, w których nawet nieuważny fan filmów z Avengersami zauważy pewne podobieństwa i inspiracje.

Niestety Schwentke nie jest w stanie utrzymać Genezy w takim rytmie, jak bracia Russo, co powoduje, że Snake Eyes po prostu się rozwadnia. Pierwszy akt to także inne wpływy, które na pewno zrobiły w kinie komiksowym wrażenie na twórcy nowego G.I. Joe. Nie da się nie porównać pierwszej części filmu do nolanowskiego Batman: Początek, szczególnie w momentach, w których nasz bohater poznaje klan Arashikage. Widać, że Schwentke odrobił zadanie domowe w kwestii nowego kina popkulturowego, ale zapomniał o najważniejszym aspekcie, dla którego Snake Eyes mógł być wyjątkowy: G.I. Joe to przecież powinno być solidne kino akcji.

Recenzja Snake Eyes: Geneza G.I. Joe

Zabili go i uciekł. Nowa era kina kopanego

Snake Eyes: Geneza G.I. Joe miał o tyle trudne zadanie, że wszedł do kin po takich produkcjach, jak Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, John Wick, The Raid i najnowszej Czarnej Wdowie Marvela. Dzisiejsze kino sensacyjne to już nie tylko “akcyjniaki”, w których wszystko robią kaskaderzy, a resztę zamalowuje się efektami specjalnymi. Nowe “kino kopane” to świetne sceny walk przygotowywane przez ekspertów z Dalekiego Wschodu, którzy wnosząc wiedzę ze swojego rynku filmowego, wybijają zachodnie kino akcji na zupełnie nowy poziom. W ostatnich latach tacy aktorzy, jak Keanu Reeves, czy Chris Hemsworth udowodnili nam, że od wszystkich wymaga się “realnego” wyszkolenia bojowego w filmach sensacyjnych. Nie może być więc tak, że w tak dużej produkcji jak Snake Eyes kamera nie nadąża za walkami wręcz, pokazuje je z dziwnej perspektywy lub po prostu wykorzystuje efekt kręcenia z ręki, kiedy jest to zupełnie niepotrzebne.

Miałem okazję oglądać Genezę G.I. Joe w kinie IMAX, więc liczyłem na to, że właśnie w filmie opartym na historii najlepszego spośród wszystkich Joe, sceny walki wysadzą mnie z fotela. Niestety przez dziwne zabiegi operatorskie, połowa pojedynków, które notabene zostały fantastycznie zaplanowane, ginie w trzęsącym się ekranie lub jest odcięta sceną, dziejącą się gdzieś w tle. Schwentke miał na pokładzie takich tuzów kina kopanego, jak Andrew Koji (Warrior), czy Iko Uwais (The Raid), a kompletnie nie wykorzystał ich potencjału. Henry Golding (Bajecznie Bogaci Azjaci) zrobił świetny transfer z komedii do kina akcji, ale wydaje się być zupełnie nieprzygotowany do efektowności, jaką powinien reprezentować legendarny Snake Eyes.

Recenzja Snake Eyes: Geneza G.I. Joe

Dobra próba. To jeszcze nie czas dla Snake Eyes

Snake Eyes: Geneza G.I. Joe robi wrażenie efektami specjalnymi. Szczególnie na ogromnym ekranie kina IMAX wszystko wygląda świetnie – niestety przez brak skrupulatności Roberta Schwentke, nowy film z uniwersum Hasbro będzie tylko kolejnym filmem o zabawkach dla dużych chłopców. W dobie morderczych treningów aktorów pracujących dla Netflixa, Marvela, czy HBO po prostu nie wypada robić takich błędów, jakie zalicza niemiecki reżyser. Nie są to już czasy Stevena Seagala i Van Damme’a, gdzie półobrotówki i szpagaty zachwycą widzów, którzy widzieli, co z przeciwnikami wyrabia Keanu Reeves jako Baba Yaga. Szkoda, że Snake Eyes znów nie doczekał się odpowiedniej ekranizacji, bo jeśli najlepszy żołnierz z oddziału G.I. Joe zalicza kolejną wpadkę, to raczej lepiej już nie będzie.

Ocena: 5/10


Recenzja filmu powstała dzięki współpracy z siecią kin Cinema City, która umożliwiła udział w seansie

Recenzja Snake Eyes: Geneza G.I. Joe

Odcinanie kuponów od wszystkich możliwych symboli popkultury trwa w najlepsze. Liderami w tej dziedzinie na pewno jest producent klocków Lego i oczywiście studio wydawnictwa Marvel. Niestety w ostatnich latach “typowe kino akcji” tak bardzo się rozwinęło, że nie wystarczą już salta i efekty specjalne, żeby zachwycić fanów takich produkcji. Twórcy Snake Eyes: Geneza G.I. Joe […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Bilety na koncerty z cyklu Lato w Plenerze

Biletomat.pl
35 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →