Transprekursorzy. Rewolucja w głównym nurcie popkultury


04 lipca 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

W ciągu ostatnich lat, a może nawet kilkunastu miesięcy, popkultura głównego nurtu otworzyła się na osoby transpłciowe. Szlaki przetarły takie serialowe produkcje Netflixa i Amazona jak Orange Is The New Black i Transparent.

W połowie lat 70. niejaki dr Frank-N-Furter doprowadził do przełomu w leczeniu transfobii. Okazało się, że masowy pacjent może pokochać nawet dewianta w pończochach i szpilkach, jeśliby go odegrać tak brawurowo, jak Tim Curry. Efekt zabiegu? Cztery dekady później w nowej ekranizacji scenicznego musicalu The Rocky Horror Picture Show we Frank-N-Furtera wciela się już otwarcie transseksualna aktorka Laverne Cox.

Transformacja zaznacza się tym wyraźniej, że postępuje jednocześnie w różnych dziedzinach sztuki. Tylko w ostatnich paru sezonach Jared Leto odebrał Oscara za rolę w Witaj w klubie, a wspomniana Cox jako pierwsza w dziejach osoba transgenderowa została nominowana do nagrody Emmy – za kreację więźniarki w serialu Orange Is the New Black. Przebojem kina niezależnego okazała się Mandarynka Seana Bakera, osobliwa opowieść wigilijna z życia transseksualnych prostytutek, z nagrodzoną Independent Spirit Award rolą transpłciowej Myi Taylor.


 

W muzyce jednej z najlepiej ocenianych ostatnimi czasy płyt w skali globalnej to Hopelessness Anohni i Transgender Dysphoria Blues anarchopunkowego zespołu Against Me! z frontmanką Laurą Jane Grace, która do sesji nagraniowych przystąpiła tuż po operacji zmiany płci.

Zwyczajni ludzie

W serii komiksowej o Batgirl przyjaciółka Barbary Gordon, Alysia Yeoh, nie tylko wyoutowała się jako transkobieta, ale nawet zdążyła już wziąć ślub.

Powyższe przykłady stanowią jedne z wielu na zmianę medialnej optyki w postrzeganiu transów. Sukcesywnie dokonuje się swoista transfuzja z obszarów kina klasy B czy głębokich nisz muzycznych do mainstreamu. Aktorzy transpłciowi nie tylko otrzymują coraz więcej ról, ale także coraz częściej występują w popularnych filmach w rolach postaci heteronormatywnych, jak np. Rebecca Root i Jake Graf w Dziewczynie z portretu Toma Hoopera. „To ważne, by osoby trans zaczęły być postrzegane jako zwyczajni ludzie”, mówił Graf w jednym z wywiadów. „Jeśli narracja wciąż będzie się koncentrować wyłącznie na naszej płciowości, nasze osobiste historie utkną na wieki w martwym punkcie”.


 

W sukurs Grafowi idą twórcy Orange Is the New Black. Grana przez Laverne Cox fryzjerka Sophia Burset doświadcza transfobii ze strony współwięźniarek, ale równie mocno eksplorowane są jej zgryzoty jako matki za kratkami oraz uczucia właściwe na poziomie fundamentalnym nam wszystkim.

W innym przełomowym serialu, ukierunkowanym familijnie Transparent, Jeffrey Tambor wciela się w Maurę Pfefferman doświadczającą trudów tytułowego transrodzicielstwa. Tambor jest heteroseksualny, ale już drugi plan zaludniają aktorzy transpłciowi, jak komik Ian Harvie w roli chłopaka córki bohaterki, Trace Lysette w roli instruktorki jogi czy Hari Nef w roli Tante Gittel, transkobiety żyjącej w Berlinie lat 30., której losy okazują się paralelne z historią Pfefferman.

Wyjątkowy przypadek stanowi również Sense 8 – serial napisany, wyprodukowany i wyreżyserowany przez siostry Wachowskie, w którym jedną z głównych bohaterek jest transgenderowa hakerka Nomi Marks grana przez transgenderową aktorkę Jamie Clayton, skądinąd coraz popularniejszą – ostatnio wystąpiła m.in. w głośnym Neon Demon Nicolasa Windinga Refna.

Wykreślić T z LGBT

Wszystkie te rewelacje nie oznaczają bynajmniej, że jako społeczeństwo uporaliśmy się z transfobią i transmizoginią. Wciąż są one powszechniejsze niż inne uprzedzenia związane z orientacją seksualną, łącznie z homofobią; wystarczy prześledzić, jakie reakcje budzi dziś Robert Biedroń, a jakie – Anna Grodzka. Ba, ciemno bywa również pod latarnią – swego czasu jedno z queerowych stowarzyszeń wystąpiło z absurdalnym postulatem wykreślenia litery T z akronimu LGBT. W sieci można się zresztą natknąć na wyznania gejów, którzy otwarcie lub półgębkiem przyznają się do dyskomfortu w towarzystwie osób transgenderowych. Co notabene udowadnia, jak wszyscy na pewnym poziomie jesteśmy podobni i sam fakt bycia gejem, lesbijką, czarnoskórym czy leworęcznym wcale nie powoduje automatycznej akceptacji innych mniejszości.

Idąc dalej – niewybredne żarciki z płciowości wspomnianych sióstr Wachowskich wciąż można spotkać nie tylko w komentarzach internetowych hejterów, ale także w recenzjach „oświeconych” krytyków filmowych. Kiedy zaś Eddie Redmayne paradował po czerwonym dywanie na gali rozdania Oscarów, nominowany za rolę transprekursorki Lili Elbe w Dziewczynie z portretu, nominowana za najlepszą piosenkę Anohni bojkotowała ceremonię, gdyż władze Akademii nie zwróciły się do niej z propozycją występu, tak jak zrobiły to w przypadku Lady Gagi, The Weeknd czy homoseksualnego Sama Smitha. Naturalnie, zaważyły względy komercyjne – cała wymieniona trójka popularnością bije Anohni na głowę. Niemniej kwestię historycznej nominacji, tak ważnej dla emancypacji osób transpłciowych, z pewnością można było rozegrać inaczej. Niesmak pozostał.

Niewybredne żarciki z płciowości wspomnianych sióstr Wachowskich wciąż można spotkać nie tylko w komentarzach internetowych hejterów, ale także w recenzjach „oświeconych” krytyków filmowych.

Na szczęście dziś ów niesmak osadzony jest w diametralnie innym kontekście, niż miało to miejsce jeszcze w popularnych komediach lat 90., kiedy to Frank Drebin i Ace Ventura wymiotowali po odkryciu penisa u adorujących ich wcześniej kobiet. Dziś wystarczył sam trailer komedii Zoolander 2 z prymitywnie karykaturalnym transwcieleniem bardzo przecież lubianego Benedicta Cumberbatcha, by media społecznościowe rozgorzały gniewem. Można to oczywiście nazywać poprawnością polityczną, ale można też – rosnącą wrażliwością społeczną.

Podoba Ci się ten artykuł? Polub Rytmy.pl na Facebooku

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: