Serial „Empire”: Szekspir z sąsiedztwa


21 lipca 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Na początku było słowo. Lee Daniels, autor m.in. wybitnego dramatu z życia slumsów, "Hej, skarbie!", zdecydował się na zagranie dość w rapie powszechne: follow up do zwrotki cenionego oldschoolowego gracza. Bit dostarczył Timbaland. Tak powstał utwór na samplach z szekspirowskiego Króla Leara. Empire.

Nie musimy jednak sięgać aż do twórczości angielskiego klasyka, by rozpracować fabułę serialu. Wystarczy znać choć powierzchownie biografie hiphopowych magnatów pokroju Jaya Z, Mastera P czy Puff Daddy’ego.

Empire

Lucius Lyon (Terrence Howard), wokół którego wszystko się tu kręci, to dokładnie jeden z tych przypadków kariery „od dilera do milionera”. Zaczynał od lokalnego gansta rapu, a teraz trzęsie całym muzycznym show-biznesem. To twardy, bezwzględny zawodnik. Już w pilotażowym odcinku możemy się przekonać, że dewizę „po trupach do celu” stawia nawet ponad wieloletnią przyjaźń czy koligacje rodzinne. Ciekawe, że sam Diddy wziął sobie konstrukcję tej postaci tak ad personam, że zabronił twórcom wykorzystać na ścieżce dźwiękowej kawałka swojego adoptowanego syna, Quincy’ego Browna.

Kto odziedziczy imperium

Zostawmy jednak tak trywialne niesnaski na boku, bo nieporównywalne większe melodramaty mają tu miejsce. Lucius, o czym dowiadujemy się już na wstępie, zapada na stwardnienie zanikowe boczne, to samo cholerstwo, które przed półwieczem przykuło do wózka Stephena Hawkinga, a przed dwoma laty wznieciło modę na Ice Bucket Challenge (a w następstwie: Hot 16 Challenge). Należy przy tym pamiętać, że słynny astrofizyk jest ze swą relatywną długowiecznością wyjątkiem, osobom chorym na ALS lekarze dają przeważnie trzy-pięć lat. Taką diagnozę, i to z tych dolnych rejonów, słyszy też Lucius. Powoli musi więc godzić się z przykrą świadomością, że niebawem dołączy do 2Paka i reszty rebiaty, a jednocześnie kombinować, któremu z trzech synów powierzyć pieczę nad imperium, tak by nie roztrwonić gromadzonego latami, mniej lub bardziej legalnie, majątku.

Empire

Faworytem w grze o tron zdaje się być najmłodszy Hakeem (Bryshere Gray), zdolny, choć próżny i lekkomyślny raper, który przypomina ojcu jego samego z przeszłości. Najstarszy Andre (Trai Byers), dyrektor finansowy w firmie, jest zarazem najrozsądniejszy, ale też pozbawiony talentów muzycznych i wrażliwości artystycznej, co wyraźnie Luciusowi przeszkadza. Jednak dużo bardziej nie może się pogodzić z homoseksualizmem środkowego syna Jamala (Jussie Smollett), obiecującego wokalisty R&B. No i jest jeszcze Cookie (Taraji P. Henson), była żona Luciusa, która właśnie wyszła z więzienia po kilkunastoletniej odsiadce i też chce swój kawałek tortu.

Empire

Telewizyjna hiphopera

Jeżeli ktoś odniesie wrażenie, że Empire przypomina w dużej mierze hiphopową wersję „Dynastii”, będzie miał rację. Sporo tu manierycznych gestów, pompatycznych dialogów i przerysowanych sytuacji. Tylko czy taki sam nie jest świat mainstreamowego hip-hopu, ze swoim zadęciem, pozerką i złotymi łańcuchami? Słuchacz, który kupuje albo przynajmniej rozumie tę konwencję, bez trudu odnajdzie się również w roli usatysfakcjonowanego widza telewizyjnej hiphopery. Szczególnie jeśli liznął cokolwiek kina afroamerykańskiego, w którym bohaterowie wchodzący w interakcje z impetem i na, nomen omen, szekspirowskim tonie, nie są żadnym novum.

Jeżeli ktoś odniesie wrażenie, że Empire przypomina w dużej mierze hiphopową wersję „Dynastii”, będzie miał rację.

Niewątpliwą zaletą serialu jest też obsada. Doskonale dopasowano młodych aktorów do ról braci, dobre wrażenie robi drugi plan, z Gabourey Sidibe („Hej, skarbie!”) i Malikiem Yobą („Oblicza Nowego Jorku”) na czele. Miło ogląda się gościnne występy takich tuzów, jak m.in. Cuba Gooding Jr., Jennifer Hudson, Mary J. Blige, Snoop Dogg czy Naomi Campbell.

Pierwsze skrzypce grają jednak Howard i Henson, między którymi występuje ta sama fantastyczna chemia, jaka wcześniej zadecydowała o sukcesie „Hustle & Flow”, gdzie on wcielał się w alfonsa z ambicjami raperskimi, ona – w prostytutkę uwikłaną z nim w relacje dalece wykraczające poza „biznesowe”.

Empire

Za piosenkę „It’s Hard out Here for a Pimp” z tamtego filmu Three 6 Mafia zgarnęła Oscara. Timbaland, odpowiedzialny w „Empire” za jakże ważny aspekt – muzykę, został w tym roku nominowany do Grammy. Nagrody nie zdobył, z pewnością jednak nie ma się czego wstydzić. W każdym odcinku rozbrzmiewa bezczelnie chwytliwy hip-hop i pop-soul, który jakkolwiek nie wejdzie do kanonu gatunku, nierzadko wychodzi ponad muzykę czysto ilustracyjną i udanie współtworzy przebojowy klimat całości. Całości, która momentami miewa problemy z flow, ale generalnie jest ciekawie nawinięta.

Sprawdź także:

Smolasty. Mainstreamowe r&b w Polsce ma się dobrze

Podoba Ci się ten artykuł? Polub Rytmy.pl na Facebooku

Na początku było słowo. Lee Daniels, autor m.in. wybitnego dramatu z życia slumsów, „Hej, skarbie!”, zdecydował się na zagranie dość w rapie powszechne: follow up do zwrotki cenionego oldschoolowego gracza. Bit dostarczył Timbaland. Tak powstał utwór na samplach z szekspirowskiego Króla Leara. Empire. Nie musimy jednak sięgać aż do twórczości angielskiego klasyka, by rozpracować fabułę […]

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: