Co było super, a co nieco mniej w Artystach


25 października 2016

Podziel się newsem:

Serial Artyści to jedna z najlepszych rzeczy, jakie wydarzyły się w polskiej telewizji od wielu lat. Nie zmieni tego nawet kilka mniej lub bardziej poważnych wad produkcji.

TVP w ostatni piątek wyemitowała ostatni, ósmy odcinek serialu Artyści. Opowieść o fikcyjnym, warszawskim Teatrze Popularnym, nowym dyrektorze i jego walce ze stołecznym magistratem (i właściwie ze wszystkimi) raczej nie biła rekordów oglądalności. W ilości pozytywnych recenzji, zachwytów i komplementów o oderwaniu od polskiego serialu łatki siermięgi i banału, rekordy jednak zostały pobite.

Serial można w całości obejrzeć w serwisie VOD Telewizji Polskiej. Jeśli zastanawiacie się, czy warto obejrzeć produkcję, którą emitowała straszna narodowa telewizja (zaznaczmy – dla obecnej władzy zamówiona jeszcze przez poprzednie władze TVP produkcja była raczej kukułczym jajem), to po prostu to zróbcie, bo warto. Ostrzegam jednak, że Artyści potrafią irytować i wymagają zaakceptowania użytej konwencji.

Plus: Dobry, ciekawy pomysł na fabułę

artysci"

Miasto powołuje nowego dyrektora teatru nie po to, by go dobrze prowadził, ale by rzucać mu kłody pod nogi, a teatr doprowadzić do zamknięcia.

Z jednej strony to temat trochę środowiskowy – w pierwszej kolejności zainteresuje osoby, które kiedykolwiek miały okazję przyglądać się temu, jak działają instytucje kultury. Ale nawet jeśli ostatnio w teatrze byłeś z klasą w gimnazjum, masz szansę się wciągnąć tę sytuację. Jednostkę rzuconą w intrygę władzy ogląda się zawsze dobrze – niezależnie od tego, czy to dziennikarka o wątpliwej moralności w House of Cards, walczący z całym systemem Neo w Matriksie, zmagająca się z CIA Carrie w Homeland, czy walczący z miastem dyrektor warszawskiego teatru.

 

Plus: Osadzenie akcji w teatralnej atmosferze

artysci

Niby serial, ale jednak ma teatralnego ducha. To pozwala dodać produkcji sporo polskiego romantyzmu. Instytucję o długiej tradycji i historii zamieszkują więc duchy jego poprzednich dyrektorów. Pomysł prowadzi tę opowieść na nieco mniej oczywiste tory. Zamiast zwykłego dramatu społeczno-politycznego, powstała opowieść, w którym teatr jest nie tylko „jednym z bohaterów” – jest też żywym organizmem. Poza tym czuć, że to się dzieje w Polsce, ale po raz pierwszy od dawna jest to miłe uczucie.

 

Minus: Czasem jest zbyt teatralnie

artysci

Kiedy aktorzy zaczynają krzyczeć, wykonywać dramatyczne gesty i robić dość zabawne miny, cierpliwość dla teatralnej konwencji trochę się wyczerpuje. Fanem zamaszystych gestów nie jestem nawet, gdy siedzę w fotelu na widowni. Jak w teatrze, tak i w Artystach wiele zależy od kunsztu samego aktora, ale nawet Agnieszka Glińska w roli księgowej na skraju załamania nerwowego potrafi denerwować.

 

Plus: Aktorstwo na dość dobrym poziomie i w większości niezłe dialogi

e45eb7e633e1cb8e40c84734b75c-1000

Telewizja i teatr ukazani są w Artystach w ciężkim do rozerwania splocie – teatr może jest „bardziej prawdziwy”, ale to telewizja może zapewnić (dość złudną) stabilizację i poziom życia. Większość obsady Artystów ma w swoim dorobku role teatralne, filmowe i telewizyjne, bo w Polsce specjalizacje są rzadkie i wszyscy grają we wszystkim. Są w serialu jednak i mniej opatrzone twarze, np. odtwórca głównej roli Marcin Czarnik, jak i uznani aktorzy tacy jak Edward Linde-Lubaszenko. Nawet Tomasz Karolak wypada o wiele lepiej, niż w byle jak napisanych i wyreżyserowanych serialach komediowych. Zdarzają się jednak (nierzadko) suchary, takie jak okropne „Dzień dobry, jestem nowym dyrektorem i muszę napić się wódki” w pierwszym odcinku.

 

Minus: Bałaganiarstwo i nadmiar

serial artyści

To nie jest serial, którego każdy wątek doprowadza się do końca. Twórcy wychodzą z tego obronną ręką, bo to po prostu buduje atmosferę nieuchronnej katastrofy, w której nie ma czasu, by patrzeć wstecz.

Czasami jednak nie do końca wiadomo, w którą stronę serial chce iść. Najmocniej odczułem to podczas scen audytu, zwłaszcza niby-horrorowej sekwencji. Wyglądający jak podstarzałe bliźniaki z Lśnienia audytorzy to jedne z mniej udanych postaci, a gdy jeszcze gonią je duchy… O jedną zabawę konwencją za daleko. Nawet dobór muzyki bywa konfundujący – raz słyszemy Pixies, raz Mirę Kubasińską. Trochę tego za dużo, za szeroko.

 

Plus/minus: Osiem odcinków i brak perspektyw na drugi sezon

serial artyści

Łudziłem się, że finał będzie jednak wielkim, spinającym wszystkie wątki, porządkującym wszystko zakończeniem. Tak się nie stało, oczywiście. Ostatni odcinek w porównaniu do bardziej konwencjonalnych seriali telewizyjnych przypomina raczej epizod przedostatni lub finał urwany w połowie.

Jak z każdym tego typu zakończeniem, to niby dobrze, że koniec można sobie dopowiedzieć, ale jednak ciężko nie poczuć rozczarowującego niedosytu. Tym bardziej, że nie jest to urwany finał na miarę Rodziny Soprano. Także dlatego, że z Artystami byliśmy jednak zbyt krótko, by pogodzić się z takim zakończeniem. Serial od początku planowany był jako 8-odcinkowa całość, ale nawet jeśli chcielibyśmy fantazjować o drugim sezonie – realnie nie ma na to szans. Przynajmniej nie dopadnie go serialowy odpowiednik syndromu drugiej płyty.

Sprawdź także:
Nowy sezon American Crime Story o morderstwie Versace

Serial Artyści to jedna z najlepszych rzeczy, jakie wydarzyły się w polskiej telewizji od wielu lat. Nie zmieni tego nawet kilka mniej lub bardziej poważnych wad produkcji. TVP w ostatni piątek wyemitowała ostatni, ósmy odcinek serialu Artyści. Opowieść o fikcyjnym, warszawskim Teatrze Popularnym, nowym dyrektorze i jego walce ze stołecznym magistratem (i właściwie ze wszystkimi) […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →