fot. Julian Świeżewski

Oskar Sadowski: „Fascynujący jest ten lęk przed seksualnością” [wywiad]


15 czerwca 2022

Podziel się newsem:

Oskar Sadowski, reżyser i artysta wizualny w rozmowie dla Rytmy.pl opowiedział o swoim najnowszym spektaklu Canti Lussuriosi e Seriosi w kontekście uczuć i seksualności.

Oskar Sadowski – Canti Lussuriosi e Seriosi, pierwsze spojrzenie

Gdyby nie Canti Lussuriosi e Seriosi, performatywny koncert z muzyką Tomasza Prasquala, nie byłoby tej rozmowy. Ów spektakl miał swoją premierę w maju w katowickim NOSPRze, a przed artystami kolejne dwa występy, tym razem na nieco innym gruncie i wśród innej publiki. Śpiewy lubieżne i poważne w reżyserii Oskara Sadowskiego to opowieść o relacjach, ich przeżywaniu, o uczuciach, które elektryzują się w kontakcie z drugim ciałem, z drugim człowiekiem. Spektakl został zbudowany na dopasowanych skrajnościach, podniosłej muzyce i cichym udziale performerów, którzy operując gestem i słowem, napędzali gradację doświadczanych emocji. Poniższa rozmowa jest uchwyceniem wątku z performance’u i jego rozpracowaniem.

Przeczytaj: „Moje ciało, mój wybór” – protesty nie ustają. Ludzie krzyczą na ulicach, a razem z nimi krzyczą też artyści

Oskar Sadowski wywiad
fot. Julian Świeżewski

Oskar Sadowski – wywiad

Maja Kozłowska, Rytmy.pl: Canti Lussuriosi e Seriosi opierają się na kontraście, tak w muzyce, jak w podstawie literatury, gdzie skrzyżowały się Pieśni Lubieżne z Pieśnią Słoneczną św. Franciszka. Dlaczego padło akurat na te teksty?

Oskar Sadowski: Jest to pomysł Tomasza Prasquala – kompozytora, który stworzył muzykę i libretto. Gdy zestawimy uniesienie erotyczne z ekstazą religijną, jak np. w Ekstazie Św. Teresy Berniniego, możemy zobaczyć ten sam rodzaj ekspresji w ciele. Ja przekładam to na myślenie o relacjach, w których żyjemy, których pragniemy, jak sfera seksualna miesza się ze sferą emocjonalną i miłosną. W naszym concert-performance’ie na tym polega właśnie obecność performerów i charakter ich ustawień, które wynikały z różnych ról, które pełnimy w relacjach i tego, jak te role się zmieniają, jak zmienia się hierarchia wewnątrz relacji. Intensywność tych relacji, to, kto nimi przewodzi, pokazanie też płynności tej hierarchii, było moim celem.

Jest tam też część recytatywna, oparta o teksty Pietro Aretino, Markiza de Sade, Tomka, ale też moje, gdzie faktycznie zastanawiamy się nad tym, czym, brzmi to może pretensjonalnie, ale czym dla nas jest miłość? Gdzie szukać miłości? W sferze cielesnej czy w sferze emocjonalnej? Gdzie te sfery się łączą? Gdzie to wszystko się przenika, a gdzie totalnie zwalcza. Bo w życiu nie zawsze idzie to ze sobą w parze. 

Wydaje mi się też, że obecnie normalizuje się to, że są relacje są tak bardzo różne.

Oskar Sadowski: Tak. Wydaje mi się, że teraz jest tyle różnych modeli relacji czy związków, które często są pozbawione tej cielesnej, seksualnej strony. Są też relacje, oparte tylko na seksie czy przyjaźni, z których wykluczona jest sfera romantyczna. Każda relacja jest nowym, innym modelem, w którym możemy się odnaleźć. Z jednej strony jest to piękne, że otwieramy się na różnego rodzaju nowe doświadczenia, a z drugiej strony, jak się w tym nie zgubić? Bardzo łatwo piękna relacja może zamienić się w toksyczną.

Myślisz, że Wasz performance pomaga oswajać takie spojrzenie? Na różnorodność i wiele opcji?

Oskar Sadowski: Chciałbym, żeby tak było. Dla mnie ten performance jest subtelny, ale już w sali koncertowej NOSPR wzbudzał małe kontrowersje (śmiech). Publiczność w Katowicach jest zupełnie inną publicznością niż publiczność warszawska czy niemiecka. Publiczność teatralna jest zupełnie różna od publiczności w filharmonii czy sali koncertowej. I faktycznie trzeba dobrze zbadać granice widza, tak, żeby to oswajanie nikogo nie przestraszyło.

Wyprzedzasz moje pytania, bo też chciałam się zapytać – czy ta seksualność, którą operowałeś na scenie lepiej się przyjmie w Niemczech niż się przyjęła tutaj, w Katowicach?

Oskar Sadowski: W Katowicach zrobiliśmy raczej ugrzecznioną formę tego performance’u, mając na uwadze widzów, którzy przychodzą do NOSPRu i to, jak wejść z nimi w dialog. Staraliśmy się otworzyć ich na nowe perspektywy, a nie odstraszyć. To jest super istotne, żeby ten dialog powstał: jakiś wspólny mianownik z widzem, wspólny punkt startu. Bardzo zależało mi na tym, żeby część śpiewanych tekstów została wypowiedziana ze sceny po polsku (libretto jest w języku włoskim), dlatego część włoskich tekstów Pietro Aretino przetłumaczyłem na polski w części recytatywnej. W Niemczech idziemy dalej, ten performance będzie dużo odważniejszy, spróbujemy wprowadzić nagość, której nie było w Polsce. 

Oskar Sadowski wywiad
fot. Radosław Kaźmierczak

Relacje – płynność i akceptacja

Myślałam, że Polska jest dosyć otwarta na tego typu doświadczenie, przynajmniej, jeśli dzieje się to faktycznie w teatrze, czy w operze. Myślałam, że jest na to przyzwolenie – jeśli nagość równa się sztuka.

Oskar Sadowski: Nagość w teatrze jest tematem-rzeką, co ja nie do końca rozumiem. Dlaczego cały czas wzbudza kontrowersje czy strach? Nagość w sztuce zawsze była, jest i będzie wystarczy spojrzeć na kościoły, które są pełne nagich amorków. Chyba że polski rząd zakaże nagości na scenie, to wtedy może pojawić się problem. Dla mnie fascynujący jest ten lęk przed nagością czy przed seksualnością. W Teatrze Polskim we Wrocławiu wystawiano spektakl Śmierć i dziewczyna w reżyserii Eweliny Marciniak, na scenie grali aktorzy porno. Była próba cenzury przez ministerstwo, były gigantyczne protesty przed teatrem, codziennie modlitwy. Dlaczego? 

Tak jak niedawno przy okazji festiwalu filmów postpornograficznych w Warszawie…

Oskar Sadowski: Taaak i odbywają się te protesty i modlitwy religijnych fanatyków pod kinem. To fascynujące, że jesteśmy w XXI wieku, a lęk przed nagością jest tak głęboko zakorzeniony i cały czas obecny. Dlaczego wyrosłe z manicheizmu poglądy i hipokryzja św. Augustyna z Hippony (IV w. n.e.), potępiającego cielesność i związane z nią przyjemności, tak mocno zakorzeniły się w mentalności Europejczyków? To odrzucenie cielesności jest bardzo istotnym tematem, ponieważ na to przekłada się też myśl o szczęściu. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zaakceptować siebie, swojego ciała, swojej seksualności, tego kogo kochamy, czy kogo pożądamy, to przez to nie możemy być szczęśliwi, przez te narzucone normy społeczne. Jak można być szczęśliwym, jeśli musimy walczyć z samoakceptacją? W Polsce nie było rewolucji seksualnej, wiadomo, a to, czym karmi się społeczeństwo, mam na myśli wszystko, co oferują nam platformy streamingowe – jakąś próbę edukacji seksualnej, jest niewystarczające.

Seksualność to jest w Polsce cały czas nieprzepracowany temat. Jestem ciekawy, jak odbierze Canti Lussuriosi e Seriosi widownia niemiecka. Jestem pewny, że zawiąże się zupełnie inny rodzaj dialogu. Dla mnie to też spełnienie wielkiego marzenia –  w Kolonii wystawiamy nasz performance w gotyckim kościele – nagość spotka się z sacrum. Trzeba zaznaczyć, że nagość w Canti Lussuriosi e Seriosi nie będzie obsceniczna, nie będzie inscenizacją stosunku seksualnego czy orgii. Jest oparta o relację, akceptację siebie i partnera, bliskość, a czasem też o odrzucenie i o to, jak ta hierarchia w relacjach kształtuje się i zmienia.

Mam wrażenie, że w Polsce zmagamy się z nieumiejętnością mówienia, a te recytowane sceny nieco oswajały język. Co sądzisz o tym problemie z mówieniem lub w ogóle nazywaniem wszystkiego, co związane z seksem i płciowością? 

Oskar Sadowski: Patrząc na moich byłych kochanków (śmiech) to intymna komunikacja czy ogólnie poruszania tematu seksualnych preferencji, mówienia do siebie, kto czego by chciał, dialog w trakcie zbliżenia, jest w Polsce problematyczną kwestią. To jest ta sfera wstydu i myślę, że w części środowiska LGBT obecny jest podskórny brak akceptacji. Wstyd działa na jakość komunikacji.

Myślę, że artystycznie też nie jest to do końca przepracowany temat. Mam takie wrażenie, że albo balansujemy między Żabsonem i Sexoholikem, gdzie to wszystko jest dosadne i wręcz wulgarne, a z drugiej strony jest strefa pełna niedomówień i metafor.

Oskar Sadowski: Pytanie, co jest teraz potrzebne. Ja o tym zawsze myślę, gdy podchodzę do nowych projektów. Odbiorcy muzyki klasycznej w Polsce to raczej konserwatywna grupa ludzi. Wprowadzenie elementu delikatnego otwierania, oswajania społeczeństwa, jeżeli dałoby się to przeprowadzić przez muzykę poważną to byłaby fantastyczna rzecz. Pomyślmy o operze jako o narzędziu aktywizmu. Nie wykluczam z myślenia o swoich odbiorcach ludzi starszych, czy ludzi z innymi poglądami. Chyba jednym z podstawowych problemów w teatrze jest to, że powstają spektakle przekonujące przekonanych albo starające się edukować, mówić ze sceny o rzeczach, o których widzowie w dużych miastach już doskonale wiedzą. Fantastycznie byłoby pokazać Canti Lussuriosi e Seriosi też w mniejszych miastach i zobaczyć jak temat seksualności i samoakceptacji tam oddziałuje.

Oskar Sadowski wywiad
fot. Radosław Kaźmierczak

Nie przeżywamy życia teatralnie

A czy możesz opowiedzieć mi więcej o katowickiej publiczności i jak dokładnie wyglądał dialog z widownią?

Oskar Sadowski: Ja byłem w reżyserce, ale mogę ci opowiedzieć, co usłyszałem od widzów po spektaklu. Dużo ludzi wstało do braw, czyli kliknęło. Był to koncert Orkiestry Muzyki Nowej, więc byli też ludzie ze świata sztuki. Była też w publiczności pani ze starszego pokolenia, którą oburzyło samo wstanie performerów z krzeseł (śmiech). Już nie mówię o tym, co robili później, ale że sama struktura koncertu została przełamana. Trzeba też zaznaczyć, że koncept reżyserki polega na wyłanianiu się performerów z orkiestry. Muzycy i performerzy stanowią jeden organizm. Forma klasycznego koncertu w drugiej połowie spektaklu powoli pęka i z tych szczelin wyłania się nowa forma. Akcję performerów można czytać jako odłam orkiestry, która nagle wstaje i zaczyna reagować ciałem na muzykę. Element tego zaskoczenia już sam w sobie był dla niektórych kontrowersyjny. 

Spektakl zrealizowany został bardzo minimalistycznie, a występ performerów, choć mówił dużo, był bardzo oszczędny. Dlaczego w taki sposób zdecydowałeś się przedstawić ekstazę?

Oskar Sadowski: Ta oszczędność jest celowa. Nie przeżywamy życia teatralnie. Nie przeżywamy życia z podkładem muzycznym, odpaloną dymiarką i światłem, wszystkie nasze tragedie czy ekstazy są w środku, ukryte. Próbowałem od tego zacząć. To pęknięcie mocniej zaistnieje w Niemczech, nie chcę zdradzać więcej szczegółów. Będzie inaczej. Przy tej muzyce, która już sama jest bardzo intensywna, szukałem oszczędnych środków wyrazu ciałem, żeby z nią nie konkurować. Żeby ją dopełnić, ale też zbudować takie poczucie bezpieczeństwa dla performerów, żeby to co robią, było zawsze żywe.

Szukaliśmy tam wrażliwości na drugiego człowieka, na partnera. Jedno z zadań, które mieli performerzy polegało darowaniu prezentu swojemu partnerowi: Mój dotyk jest prezentem dla ciebie. Każdy mój gest, jest prezentem. To była próba otwarcia się na drugiego człowieka, zobaczenia go. To, co pada w tekście, faktycznie usłyszałem od przyjaciela Andrzeja Szeremety dzień przed polską premierą – „Mój przyjaciel powiedział mi wczoraj, że miłość to widzenie drugiego człowieka, troska”.

Ja zwróciłam uwagę na ten fragment wyliczenia: “moje wargi, moje dłonie, moje powieki. Mój pępek -> pachwinę (…) rzęsy -> miednicę”. To chyba jest ten moment, w którym najmocniej poczułam ten spektakl. To wszystko, co najprostsze i to, co najbliższe.

Oskar Sadowski: Tak, no właśnie, to jest bardzo proste. Może jest poetyckie, ale proste w słowie i geście. Ta prostota w połączeniu ze wspaniałą muzyką Tomka Prasquala jest dla mnie piękna. 

Oskar Sadowski wywiad
fot. Radosław Kaźmierczak

Czy planujecie wrócić z Canti Lussuriosi e Seriosi do Polski?

Oskar Sadowski: Produkcja tego concert-performance jest dużym wyzwaniem, ale oczywiście byłoby wspaniale!

Oskar Sadowski, reżyser i artysta wizualny w rozmowie dla Rytmy.pl opowiedział o swoim najnowszym spektaklu Canti Lussuriosi e Seriosi w kontekście uczuć i seksualności. Zobacz także Eksperymenty z „gumkami”. Zderzyliśmy mity związane z używaniem prezerwatyw z rzeczywistością! Beefy między raperami są przereklamowane. KęKę dissuje producenta samochodów Kuba Karaś i Mery Spolsky prezentują singiel „Bez wymówek” […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →