10 najlepszych filmów pierwszej połowy 2016 roku

Podziel się newsem:

Jeśli przegapiliście pierwszą połowę 2016 roku, mamy dla Was mały przewodnik po najlepszych filmach z tego okresu.

Czy w kinie panuje susza? W natłoku tytułów wprowadzanych co piątek do kin czasem ciężko trafić na coś świeżego i oryginalnego, ale na pewno nie oznacza to, że się nie da! Wręcz przeciwnie, interesujących propozycji zarówno kina hollywoodzkiego, jak i niezależnego i autorskiego było w ostatnich miesiącach całkiem sporo. Przypominamy najlepsze filmy, które weszły do kin w Polsce w pierwszej połowie 2016 roku.

 

Nasza młodsza siostra

Nasza-młodsza-siostra

reżyseria: Hirokazu Koreeda

Opowiadanie o rodzinie wkracza w Naszej młodszej siostrze na nowy poziom. Historia czterech sióstr jest całkowicie wyzuta z taniego melodramatyzmu – oszczędność słów i powściągliwość postaci mówią więcej niż rzucanie talerzami i dramatyczne trzaskanie drzwiami. Koreeda, dzięki delikatnej, dziewczęcej wrażliwości swoich bohaterek, przedstawia życie pełne niewinności, uśmiechu i skromnych, osobistych dramatów. Ostatecznie ta rodzinna historia z Japonii wydaje się dużo bliższa rzeczywistości, niż jakikolwiek jej odpowiednik z Zachodu.

Lobster

Lobster

reżyseria: Yorgos Lanthimos

W filmie Lanthimosa bycie singlem jest prawnie zakazane. Każdy, kto nie zdoła znaleźć kogoś do pary, zostaje zamieniony w zwierzę własnego wyboru. Jeśli już pogodzimy się z tą dziwną wizją świata, musimy jeszcze przeniknąć przez całą masę kolejnych niewygodnych przeszkód. Aktorzy zdają się szkolnie recytować swoje kwestie, brutalność niektórych scen każe odwracać wzrok, a poziom absurdu może sprawić problem z powrotem do realnego świata po seansie. Jednak kiedy przestaniemy kwestionować sposób opowiadania, stanie przed nami otworem fascynujący świat, gdzie miłość sprowadzona jest do wspólnego bycia krótkowzrocznym, a determinacja staje się najważniejszą cechą każdego z nas.

Cloverfield Lane 10

Cloverfield-Lane-10

reżyseria: Dan Trachtenberg

Podjęcie ryzyka i wsadzenie trójki aktorów do bunkra na półtorej godziny może się wydawać nieatrakcyjne. Ciężko może być przekonać sporadycznego widza do obejrzenia filmu, w którym tylko ciągle gadają. Jednak twórcy filmu bardzo umiejętnie wyciskają z tej historii same najlepsze elementy. Połączenie humoru z duszącym napięciem i ujawnianymi co dziesięć minut sekretami nie wymaga wielomilionowego budżetu, a zabawa jest równa tej, którą mamy na Avengersach.

Pokój

Pokój

reżyseria: Lenny Abrahamson

Brie Larson dostała za tę rolę Oscara, ale to nie ona jest główną bohaterką tego filmu. Nie jest nawet najlepszą w nim aktorką. To dzięki niespełna dziesięcioletniemu Jacobowi Tremblay cała opowieść stała się niesamowicie wiarygodna. Reżyser mistrzowsko steruje odczuciami widza. Oglądając Pokój niełatwo jest zachować emocjonalny dystans. Raz tęsknimy za zamkniętą przestrzenią, później oglądamy świat, jakbyśmy robili to po raz pierwszy.

Zakładnik z Wall Street

Zakładnik-z-Wall-Street

reżyseria: Jodie Foster

Nic nie jest takie proste, jak się na początku wydaje i chyba dlatego ten film trafił na tę listę. Jesteśmy świadkami prawdziwej suszy dobrego komercyjnego kina, aż tu nagle Jodie Foster, weteranka Hollywood, pokazuje, że wie, co i jak. Wszystko się tu zgadza: stawka jest wysoka, zagrożenie realne i nieuniknione, moralność bardzo płynna, a gwiazdy pokroju Clooneya świetnie wypełniają swoje postaci. Foster rozumie kino rozrywkowe. Umiejętnie korzysta z jego historii, wie co obraża widza i sprawnie tego unika, nie bawi się w deus ex machina i dostarcza dzięki temu dwie godziny porządnego thrillera.

Nienasyceni

Nienasyceni

reżyseria: Luca Guadagnino

Nie będę oszukiwał – poszedłem na ten film ze względu na Tildę Swinton. Z pierwszych minut filmu pamiętam moje oburzenie – jej postać praktycznie nic nie mówi. Szybko jednak wszystko układa się w sensowną całość. Jej postać zyskuje niesamowitą głębię i doskonale ściera się z głośnym, nieznośnym bohaterem Ralpha Fiennesa. Bohaterowie uwikłani w relacje rodzinno-seksualne tworzą bardzo niepoprawny miłosny czworokąt. Ich oczami oglądamy przepiękną włoską wyspę, na której pomiędzy seksualnymi uniesieniami i żalami z przeszłości, muśnięty jest temat sławy i uzależnienia. Ten film to tak naprawdę straszna frajda i popis twórcy, który opowiadając o niczym, opowiada o miłości.

Głośniej od bomb

Głośniej-od-bomb

reżyseria: Joachim Trier

Ten mały film wędruje w niewygodne rejony. Czy znamy swoich rodziców? I czy potrafimy na nich spojrzeć jak na prawdziwych ludzi, a nie wyobrażone posągowe postaci? Zmaganie się braci i ojca ze śmiercią matki i jej tajemniczą przeszłością jest tu niewygodne i totalnie anty-melodramatyczne. Film lawiruje pomiędzy komedią a dramatem, nie wprowadza niepotrzebnych i często sztucznych rozwiązań. A dla tych, którzy mają dosyć już Jessiego Eisenberga jego rola może okazać się pozytywnym zaskoczeniem.

Blokada

Blokada

reżyseria: Emin Alper

Nastrój alienacji, napięcia i niepokoju wybija się już od pierwszych minut filmu. Przemieszanie scen jawy i koszmaru potęguje odrealnienie bohaterów i bardzo dobrze oddaje dystopijny klimat. Bohaterowie miotają się w okrutnej rzeczywistości, z którą kompletnie nie wiedzą co zrobić. Nigdzie nie pasują i pasować nie będą, bo po pewnych traumach nie da się już wrócić do zwykłego życia w społeczeństwie. Mam cichą nadzieję, że ten film wstrząśnie trochę rokiem 2016, bo nie boi się mocnego komentarza polityczno-społecznego, a jednocześnie wprowadza do kina inną męską wrażliwość.

Git

Git
reżyseria: Rick Famuyiwa

Może to dlatego, że sprawca polskiego tytułu tego filmu (oryg. Dope) zatrzymał się na młodzieżowym slangu lat 90-tych, ale i tak dziwi mnie dosyć chłodny odbiór Gitu w Polsce. Ma przecież fabułę godną Tarantino i charyzmę kina Spike’a Lee! Jest dojrzewanie, niepasowanie do grupy rówieśników, narkotyki, wycie ze śmiechu, świetna muzyka, niewyparzone języki i trochę smutnej prawdy o świecie. Wierzę w takich nastolatków, zwłaszcza dlatego, że nie boją się zadawać niewygodnych pytań na temat rasy, tożsamości i społeczeństwa.

Spotlight

Spotlight

reżyseria: Tom McCarthy

W Spolight forma, aktorstwo i reżyseria są na tak wysokim poziomie, że stają się przezroczyste i niezauważalne. Nie ma tu ról, są bohaterowie. Nie ma narracji, jest opowieść. Ten doskonały technicznie styl zerowy, pozbawiony gwiazdorstwa i wydumanej ekscentryczności, sprawia, że można kompletnie zanurzyć się w pracy dziennikarzy The Boston Globe. Bardzo zaskakujący Oscar za najlepszy film 2015 roku daje mi nadzieję na to, że jest jeszcze jakaś iskierka kultu pełnokrwistej opowieści w Hollywood.

Polecamy:
10 najciekawszych książek pierwszej połowy 2016 roku

Jeśli przegapiliście pierwszą połowę 2016 roku, mamy dla Was mały przewodnik po najlepszych filmach z tego okresu. Czy w kinie panuje susza? W natłoku tytułów wprowadzanych co piątek do kin czasem ciężko trafić na coś świeżego i oryginalnego, ale na pewno nie oznacza to, że się nie da! Wręcz przeciwnie, interesujących propozycji zarówno kina hollywoodzkiego, […]


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →